wtorek, 20 października 2009

"Słoń zrobił kupę cyrku" czyli świetliki zagrały w HRC

Widziano na mieście kobietę ciężarną,
dziecko przewraca się w wyrku.
Wszystkiemu winna jest Solidarność!
Słoń zrobił kupę w cyrku!

"Słoń" jest chyba jednym z bardziej znanych tekstów Świetlickiego i "Słoń" również pojawił się na koncercie. Ale po kolei:

W HRC pojawiliśmy się z Łukaszem krótko przed 21:30, weszliśmy bez problemów (chociaż nie od razu zlokalizowaliśmy szatnię). Nie zostaliśmy obszukani, więc z tęsknotą patrząc na bar i kłębiące się przy nim tłumy rozmyślaliśmy o tym, że można było wnieść coś swojego. Pusta ćwiartka po wiśniówce na schodach upewniła nas, że ktoś nasz pomysł już wcześniej zrealizował.

Koncert zaczął się po godzinie 22 i wcale nie zaczęły grać Świetliki, tylko Paulina Bisztyga, która okazała się być nie "występem gościnnym", tylko normalnym, ordynarnym supportem. Musze powiedzieć, że o pani Bisztydze wiedziałem tyle, co wikipedia, czyli ile ma lat i, że kiedyś wygrał jakiś konkurs wokalny imienia Grechuty bodajże. Zupełnie nic więcej. Sam występ pani Pauliny był moim zdaniem raczej z tych przeciętnawo-kiepskich, chociaż moja surowa ocena może wynikać z tego, że strasznie chciałem usłyszeć Świetliki i wrócić o jakiejś w miarę sensownej porze do domu. No, ale wracając do pauliny Bisztygi; śpiewa niewątpliwie ciekawie, powiedziałbym, że trochę jak Przemyk, Nosowska, albo Chylińska. Te klimaty w każdym razie. Muzycznie nieźle (spory plus za kontrabas), ale tekstowo mocno tak sobie. Poza tym odnosiliśmy z Łukaszem wrażenie, że wszystkie piosenki są takie same.

Co zaś do głównej atrakcji wieczoru, to Świetliki były absolutnie mega. Trochę ciężko to opisać. Lepiej to zobaczyć i usłyszeć. Starszego w sumie gościa w ciemnych okularach, odpalającego papierosa od papierosa, który w przerwach między zaciąganiem się na przemian ryczy i charcze do mikrofonu. Nie jestem aż takim znawcą zespołu, żeby wypisywać tu setlistę (zresztą komu to po co), napiszę tylko, że zagrali bardzo ciekawy i zróżnicowany materiał.

A własnie a propos różnic. Chyba o tym nie wspominałem, ale panowie Świetliki są z Krakowa. Jasne jest więc, że ich występ w Warszawie był okazją do "zagrania"na pewnych warszawsko - krakowskich uprzedzeniach. Przewijało się to cały koncert w zasadzie, ale kulminację osiągnęło, kiedy na scenie gościnnie pojawił się "jedyny człowiek z tego miasta, którego możemy zaakceptować na scenie", jak powiedział Świetlicki, czyli Paweł Sołtys, znany szerzej jako Pablopavo, znany szerzej jako "ten trzeci gość z Vavamuffin, no wiesz nie ten mały i nie ten gruby. ten trzeci". Wspólnie ze Świetlickim zaśpiewał pisenkę "Opluty" z dodatkową zwrotką "warszawską". Miedzy zwrotkami panowie w dosyć zabawny sposób wzajemni nabijali się ze swojej "warszawskości" lub "krakowatości". Pisenka trwała ładnych 10 minut i panowie naprawdę dali radę, co słychać było po żywiołowych reakcjach publiki. A właśnie! Publiczność! Moim zdaniem zadziwiająco sensowna, jak na miejsce koncertu. Na temat samego miejsca się wypowiadał nie będę, bo to temat na epopeję, a nie notkę na blogu.

Pozdro

4 komentarze:

Kurson pisze...

Brawo! O to chodzi!

:-)

Monika pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=JrI4wkfDxVE a oto wspomniana piosenka!

Krzysztof_F pisze...

mega! Strasznie dziękuję!

Krzysztof_F pisze...

Ś: "Z Sodomy do Gomory jedzie się tramwajem"
Pp: "Jest blisko... w Krakowie wszędzie jest blisko"

absolutnie bezcenne!